wtorek, 1 stycznia 2013
na dobry początek
Stało się. Ogarnęła mnie nieodparta chęć uporządkowania moich myśli i spostrzeżeń, których rejestr prowadzę już ponad 5 lat. Jedyne, co mnie powstrzymywało, to nieustanny brak czasu, ale zgodnie z tytułem, jeśli nie teraz, to nigdy. Nadal brakuje mi czasu, ale szkoda mi historii, wydarzeń, osiągnięć moich Synów, by pozostawić je wyłącznie zawodnej pamięci.
Przed przeniesieniem moich wynurzeń na względnie bezpieczny grunt sieci powstrzymywał mnie też komunikat: niestety, ta nazwa bloga jest zajęta. Bezlitosne zdanie uświadamiające mi, że wcale nie jestem tak kreatywna, jak zdarza mi się czasem o sobie myśleć.
Niemniej jednak udało się trafić na wolną nazwę, może niezbyt wybitną, ale moją i e dodatku mającą swój ukryty sens:) Według wartości, w których zostałam wychowana " wczoraj do ciebie nie należy, jutro jest niepewne, tylko dziś jest twoje". Dlatego DZIŚ nie ma obiadu, prania, sprzątania, a ja siedzę z komputerem na kolanach pomiędzy rozrzuconymi klockami lego a chodnikiem z książek. Przeczesuję dysk w poszukiwaniu notatek i głowię się nad wyborem, które z nich umieścić tutaj, bez szkody dla życia osobistego zarówno mojego, jak i osób, które opisuję. No cóż, wszystkim się nie dogodzi, choć wszystkich wkurzyć to już żaden problem. Skupię się zatem na krótkim streszczeniu znaczących wydarzeń z mojej/naszej przeszłości i liczę, że uda mi się zapisywać wszystko na bieżąco.
Uczciwie będzie, jeśli powiem, że nie pretenduję do miana blogerki i trudno mi określić, co tu będzie, a czego nie. Idę drogą, której nie znam, nie wiem, co przyniesie życie.
Może uznasz, Drogi Czytelniku, jeśli się kiedykolwiek pojawisz, że uciekam i będziesz mieć rację. Chcę w tym całym ferworze mieć coś tylko dla siebie, jak sypialnia na którą ciągle czekam, jak godzina w łazience bez małych rąk pukających w szybę, jak coraz rzadszy wieczorny papieros przed domem. Nie chcę się zastanawiać, czy to, co napiszę będzie banalne, źle odebrane bądź nieprzyzwoite. Chcesz, krytykuj, byle konstrukcyjnie. Nie szukam desperacko Twojej uwagi, jeśli już dostaniesz ten adres, to dlatego, że chcę, byś mnie poznał/a.
Mieszkając na podmiejskich włościach, czy, jak kto woli, na wyjątkowym zadupiu, tracę szansę na bliskie spotkania trzeciego stopnia ze wszystkimi, którzy są/byli/będą dla mnie ważni. Zwłaszcza zimą. Latem ciągną tu tłumy, a jakże! Latem nie mogę się doprosić o weekend tylko dla nas, zakrzykuje mnie młodsza i starsza młodzież podczas grillowania, opalania, niekończących się prac remontowo- porządkowych. Lato tego roku zapewne nie będzie inne, będę zrywana skoro świt, śniadanie jadła do samego południa i cały boży dzień biegała za Najbardziej Energicznymi Chłopcami Świata, którzy tego lata będą aktywni, jak nigdy dotąd. A wieczorami...będą goście, dużo gości, będę dla nich gotowała i będziemy pić różowe wino w altanie oświetlonej latarenkami. Dodam, że do zakupu latarenek zbieram się już trzeci rok.
Wymyśliłam sobie pisanie, żeby w tym biegu, w którym wystartowałam dobrowolnie i bez żadnego przymusu, nie stracić wrażliwości, zapobiec zjawisku wtórnego analfabetyzmu i jakoś przetrwać trudne czasy. Moja prababcia mawiała, żeby nie przywiązywać się do miejsc, dat a tym bardziej do ludzi. Z datami jeszcze jakoś sobie radzę, ale do ludzi i miejsc mam słabość. Nie jestem typem samotnika, potrzebuję rozmowy, relacji. Lubię też otaczać się pięknem. Trudne to, przy Małych Ludziach i przy tym Starszym, pracującym dużo i ciężko i niekoniecznie w garniturze. Próbuję jednak, na przekór wszystkiemu, szukam przyjemności w układaniu małych koszulek, sadzę kwiaty i zioła (schną, cholery!) śpiewam, opowiadam Chłopcom bajki, fotografuję, gotuję, ba! nawet piekę- mimo bezlitosnej krytyki, a czasem wręcz prześladowania ze strony mojego Męża.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz